 |
Przybycie Wędrowców czyli Jak powstała Draconigena
Teoretycznie... nic nie zwiastowało początku czegoś nowego. Nie wtedy, gdy dwójka niepozornych wędrowców przemierzała całkiem sobie spory las. Był przełom wiosny i lata. Promienie słońca nieśmiało przedzierały się przez bujne czupryny gęsto rosnących drzew. Ich korony tworzyły niemalże nieskończenie długie sklepienie ponad ścieżką, którą kroczyła para podróżników. Jeden z nich, rycerz, jakgdyby w kwiecie wieku. Zbroja nieco poszarzała, pierwsze oznaki siwizny pośród zarostu i długich włosów. Drugi zaś, w co najmniej 10-letnim ubraniu. Podartym, w wielu miejscach brudnym, a mimo to sprawiającym wrażenie zadbanego. Całość przypominało nieco długą togę w kremowym kolorze. Na prawym ramieniu fikuśnie podskakujący tobołek zawieszony na wysłużonej już nieco motyce.
Pewnym można być, że o dwójce wędrowców przedzierających się za dnia przez Ziemie Triumwirów nie wiedział nikt, prócz samych Triumwirów, którzy na kilka miesięcy wcześniej otrzymali list z prośbą o zgodę na utworzenie osady oraz wydanie aktu lokalizacyjnego. Nim Skabe Triumwirów ustaliło warunki, na których osadnicy mogą osadę stworzyć i nim goniec powrócił z pocztą, minęło kilka miesięcy. I tak, wędrowcy przemierzają Ziemie dopiero od kilku tygodni w poszukiwaniu miejsca, które wybrali sobie na osadę. Choć, co prawda, w podróż wzięli konia, to podróżować muszą pieszo. Koń koń ciągnie już za sobą wóz obciążony rozmaitymi przedmiotami, a także pożywieniem mniej lub bardziej znanego pochodzenia. Dodatkowe obciążenie mogłoby zwierzę zamęczyć. Co zaś się tyczy zawartości wozu, rozmaite narzędzia, które można tam znaleźć z pewnością posłużą do budowy osady. Ziarna i nasiona, z których wyrosną zboże i warzywa. Kilka małych drzewek, z których w przyszłości powstaną całe sady.
Warto również napomnieć, że tak dokładnie opisywana przez nas para wędrowców określiła nazwę osady już w wymienionym liście zaadresowanym do Skabe Triumwirów. Draconigena - tak miała się nazywać. W wyjaśnieniu, starszy z nich (podejrzewać można, że to jakiś - wiekowy już - rycerz) wspomniał, iż nazwa oznacza "zrodzone ze smoków" i - w swej istocie - jest swoistym hołdem złożonym ku czci tych przedwiecznych stworzeń. - Gdzie na naszych Ziemiach smoki? - zdziwili się Triumwirowie. - A jeżeli to jedynie symbole czy metafory, to co oznaczają? - spytali. Z racji tego, iż słowo pisane mniej jest doskonałe od słowa wypowiadanego przez rozmówcę, i na żadne z milionów pytań odpowiedzieć nie zdoła, Triumwirowie odpowiedzi nie uzyskali. Mimo tego, w swym liście wyrazili zgodę na stworzenie osady. Postanowili również, że jeden z nich w ciągu dwóch miesięcy zawita do miejsca, w którym ma stanąć Draconigena i ostatecznie - wraz z osadnikami - uzgodni poszczególne zapisy Aktu lokalizacyjnego i akt podpisze.
I tak też się stało. Dwójka tajemniczych wędrowców rozpoczęła tworzenie osady od budowy domów, wykopania studni i zasiania ziarna, by na następny rok z pól można już było zbierać plony. Ziemia była tu urodzajna i powinna dostarczać owoce dorodne, co było jednym z istotniejszych powodów wybrania tej właśnie, a nie innej części erbokańskiej krainy. Prócz pól, osadnicy zajęli się również sadzeniem rozmaitych ziół i warzyw wokół swych domostw. Pomyślano również o niewielkim sadzie, by jedzenia przez cały rok nie zabrakło, a było pod dostatkiem. Jako, że osadnicy sprzeciwiali się zabijaniu zwierząt, nie spożywali mięsa. I taką też zasadę ustalili dla wszystkich Draconigeńczyków.
Wkrótce później do Draconigeny przybył pewien człowiek. Z lekka nawiedzony, typ myśliciela, troszkę jak gdyby z głową w chmurach. Idealista. Poprosił założycieli osady o możliwość otwarcia wydawnictwa. Ci, niewiele myśląc, zgodzili się i podziękowali przybyszowi, który w tym samym dniu stał się Draconigeńczykiem. W ten sposób powstało wydawnictwo ESPOIR. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęto budowę niewielkiego zamku, w którym swe schronienie znaleźć miał Zakon Białego Wilka. W ciągu kilku miesięcy, ciężko pracujący budowniczowie zamku (a wśród nich znaleźli sie tak rycerze, jak i zwykli farmerzy) mogli mówić o sukcesie stworzenia niewielkiej, ale wystarczającej do zamieszkania części zamku. Zamek nie miał wtedy jeszcze murów obronnych. Brakowało mu też pozostałych, zaplanowanych w projekcie, pomieszczeń mieszkalnych oraz gospodarczych.
Tak oto powstała Draconigena - osada czerpiąca z przeszłości, patrząca śmiało w przyszłość. Znajdująca się pośrodku przysłowiowego nigdzie, z dala od miast i większych skupisk ludzkich.
Miejsce spokoju, idealne dla medytacji czy osiągania harmonii. Przepełnione ciszą.
Po dziś dzień, jedynymi odgłosami świadczącymi o tym, że Draconigena naprawdę żyje, są odgłosy pracy i rozmów farmerów, zakonników, rycerzy, a także nielicznych przyjezdnych. Jakkolwiek żadna z tych rzeczy nie zakłóca spokoju osady, każda z nich świadczy o tym, że draconigeński sen sprzyja tworzeniu, a osada rozwija się tak, jak to sobie dwóch wędrowców - założycieli Draconigeny - zaplanowało.
Ah tak... zapomnieliśmy wymienić jeszcze ich imion. No cóż... wynika z tego, że każdemu, niepozbawionemu ciekawości czytelnikowi wypada osiodłać konia i wybrać się w podróż do Draconigeny, by przekonać się samemu, czy opisana tu opowieść jest prawdą czy też może, można ją wsadzić między bajki.
Troubled de Roller
|
|
 |